blog.CzeskaPraga.pl

Tropem Davida Černego – spacer przez nieoczywistą Pragę

Spacer śladami Davida Černego w Pradze: Głowa Kafki, Wiszący Freud, Lucerna, Sikający i inne rzeźby. Praga alternatywnie i bez pocztówkowego filtra.

Tropem Davida Černego – spacer przez nieoczywistą Pragę

Praga ma pewną sztuczkę.

Najpierw pokazuje człowiekowi wszystko, czego się spodziewa.

Wieże.

Bruk.

Most Karola.

Świętych.

Zegar astronomiczny.

Piwo.

A kiedy już turysta nabierze przekonania, że zrozumiał miasto, Praga zaczyna robić coś dziwnego.

Nad ulicą pojawia się wiszący człowiek.

Koń zostaje zawieszony do góry nogami.

Kafka rozpada się na kawałki.

Dwóch facetów sika na Czechy.

Wtedy zaczyna się druga część zwiedzania.

Przystanek pierwszy: Głowa Kafki

Przy Quadrio zbiera się tłum.

Telefony skierowane są w tę samą stronę.

Na pierwszy rzut oka widzimy ogromną metalową twarz.

Franz Kafka.

Za chwilę twarz zaczyna się rozpadać.

Warstwy obracają się w różne strony.

Nos przestaje należeć do ust.

Czoło opuszcza resztę głowy.

Przez moment człowiek znika.

Zostaje mechanizm.

Potem wszystko powoli wraca na swoje miejsce.

Kafka znów patrzy na Pragę.

Do następnego rozpadu.

Jeżeli ktoś szuka jednego obrazu, który mógłby streszczać to miasto, trudno znaleźć lepszy.


Przystanek drugi: Freud wisi nad ulicą

Idziemy dalej.

Praga znowu zachowuje się normalnie.

Kamienice.

Turyści.

Restauracje.

Ktoś ciągnie walizkę po bruku.

Ktoś szuka adresu w telefonie.

I wtedy trzeba spojrzeć do góry.

Nad ulicą wisi mężczyzna.

To Sigmund Freud.

Trzyma się jedną ręką.

Nie wiadomo, czy właśnie spada.

Czy postanowił zostać.

Czy może cała ludzkość wygląda dokładnie tak samo, tylko nie widzimy tego z chodnika.

Przy tej rzeźbie pojawia się pierwsza ważna zasada zwiedzania Pragi Černego:

nie patrz tylko przed siebie.


Przystanek trzeci: Lucerna i koń, który już nie pojedzie

Wchodzimy do Pasażu Lucerna.

To jeden z tych praskich pasaży, które potrafią przenieść człowieka do innej epoki.

Ale zanim zaczniemy zachwycać się architekturą, znowu patrzymy w górę.

Święty Wacław.

Koń.

Tyle że koń jest martwy.

I wisi do góry nogami.

Černý bierze jeden z najważniejszych czeskich symboli i robi z nim rzecz najbardziej nieczeską i najbardziej czeską jednocześnie.

Najpierw odbiera mu powagę.

A potem sprawia, że zaczynamy zastanawiać się, skąd ta powaga w ogóle się wzięła.

Kilkaset metrów dalej stoi oficjalny Wacław.

Dumny.

Prosty.

Monumentalny.

Tutaj dostajemy jego krzywe odbicie.

To jeden z powodów, dla których Pałac Lucerna w Pradze jest czymś więcej niż kolejnym zabytkowym pasażem.


Przystanek czwarty: dwóch mężczyzn i mapa Czech

Przechodzimy na Malą Stranę.

Tutaj Praga znowu próbuje odzyskać reputację miasta romantycznego.

Pałace.

Wąskie uliczki.

Most.

Ogrody.

I wtedy na dziedzińcu przy Muzeum Franza Kafki widzimy ich.

Dwóch nagich mężczyzn.

Sikających.

Do Czech.

Można próbować pisać długie analizy polityczne.

Można mówić o państwie, narodowej symbolice, władzy i czeskiej ironii.

Ale przez pierwszych kilka sekund reakcja większości ludzi jest znacznie prostsza.

Śmiech.

I to jest ważne.

Bo Černý nie zaczyna od wykładu.

Zaczyna od reakcji.

Dopiero później możemy myśleć.


Przystanek piąty: Žižkov i dzieci bez twarzy

Żeby zrozumieć Černego, warto w końcu opuścić centrum.

Jedziemy na Žižkov.

Już sama dzielnica jest dobrym antidotum na przesłodzoną Pragę.

Tutaj życie wygląda bardziej zwyczajnie.

Mniej przewodnikowo.

A nad wszystkim stoi wieża telewizyjna.

Można jej nie lubić.

Można ją kochać.

Można uznać, że wygląda jak rakieta, która przez pomyłkę nie wystartowała.

Černý dodał do niej coś jeszcze.

Dzieci.

Gigantyczne Miminka wspinają się po konstrukcji.

Nie mają normalnych twarzy.

Z daleka są śmieszne.

Z bliska trochę mniej.

I znowu wracamy do charakterystycznego stanu, który wywołują najlepsze prace Černego:

człowiek nie wie, czy ma się śmiać, czy niepokoić.


Przystanek szósty: Lilith i nowa Praga

Potem Karlín.

Tutaj stare miasto zostaje daleko z tyłu.

Nowoczesna architektura, biura, nowe inwestycje.

I ogromna Lilith.

Černý nie przykleja jej do miasta jak dekoracji.

Figura wchodzi w architekturę.

Obejmuje ją.

Dominuje nad nią.

Staje się fragmentem budynku.

To ważny moment spaceru.

Bo pokazuje, że David Černý nie należy wyłącznie do Pragi lat dziewięćdziesiątych.

Jego sztuka nadal uczestniczy w rozmowie o tym, jak współczesne miasto ma wyglądać.


Praga alternatywnie – co właściwie zobaczyliśmy?

Ani jednej gotyckiej katedry.

Ani jednego królewskiego grobowca.

Ani jednej barokowej monstrancji.

A jednak po kilku godzinach poznaliśmy sporą część Czech.

Ich stosunek do bohaterów.

Do polityki.

Do historii.

Do własnych narodowych symboli.

Do Zachodu.

Do komunizmu.

Do nowoczesności.

Do powagi.

Zwłaszcza do powagi.

I tutaj zaczyna się najciekawsza część tej trasy.

Bo Praga nieoczywista nie jest zbiorem „ukrytych atrakcji”, o których ktoś nakręcił film na TikToku.

Nie o to chodzi.

Nieoczywiste miasto zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy pytać wyłącznie:

co warto zobaczyć w Pradze?

A zaczynamy:

dlaczego właśnie to tutaj stoi?


David Černý – mapa miasta dla ludzi, którzy już widzieli Rynek

Jeżeli jesteś w Pradze pierwszy raz, zobacz Rynek Staromiejski.

Idź na Most Karola.

Wejdź na Hradczany.

Nie trzeba udawać, że klasyczne miejsca są nieciekawe tylko dlatego, że są popularne.

Ale potem skręć.

Wejdź do pasażu.

Popatrz nad siebie.

Wsiądź do tramwaju.

Pojedź na Žižkov.

Zobacz Karlín.

Praga zaczyna być naprawdę fascynująca właśnie wtedy, kiedy przestaje przypominać zdjęcie, które widziałeś przed przyjazdem.

Jeżeli chcesz zacząć od klasycznej historii miasta, zobacz Pragę w pigułce.

Jeśli wolisz miejsca mniej oczywiste i XX-wieczną architekturę, wybierz Brutalizm – Letná.

Na wieczór dobrze pasuje Praga w cieniu legend – duchy Starego Miasta.

A wszystkie aktualne trasy znajdziesz na CzeskaPraga.pl – zwiedzanie Pragi z polskim przewodnikiem.


Najdziwniejsze jest to, że po pewnym czasie wszystko wydaje się normalne

Na początku Freud wiszący nad ulicą jest absurdem.

Koń w Lucernie prowokacją.

Dzieci na wieży czymś dziwnym.

Sikający skandalem.

A potem człowiek spędza z nimi kilka godzin.

I przestają dziwić.

Zaczynają należeć do miasta.

Może właśnie na tym polega największy sukces Davida Černego.

Nie stworzył w Pradze galerii.

Sprawił, że miasto przyjęło jego żarty, prowokacje i dziwactwa jak część własnego organizmu.

Święci nadal stoją na swoich cokołach.

Kafka nadal patrzy z książek.

Wieże nadal są gotyckie.

Tylko od czasu do czasu trzeba spojrzeć wyżej.

Bo może wisieć tam Freud.

Wszelkie prawa zastrzeżone!